[Mini test] Creative Fatal1ty 1010

Autor: Denis Soboń 2008-04-13 17:10

Wprowadzenie

Myszy komputerowe uległy znacznej przemianie w ciągu ostatnich kilku lat. Kiedyś każdemu wystarczał szary gryzoń z dwoma przyciskami, którego ciężko było ruszyć, a jego precyzja pozostawiała wiele do życzenia. Jak jest dziś? Najwięksi producenci prześcigają się najnowszymi technologiami, tworząc kolejne modele myszy, m.in. specjalnie przeznaczone dla graczy. Dzisiaj przetestujemy jedną z nich - Creative Fatal1ty 1010. Urządzenie to zostało zaprojektowane przez samego Jonathana „Fatal1ty” Wendela, uważanego za najpopularniejszego gracza na świecie.

Pudełko i zawartość

Mysz zwróciła naszą uwagę głównie za sprawą opakowania. Czarne, ładnie wykonane, zamykane na rzep. Z przodu duże logo Fatal1ty i naklejka z wymienionymi nowinkami technologicznymi, którymi chwali się producent. Na odwrocie zamieszczono dokładne informacje na temat myszy, minimalne wymaganie systemowe i opis funkcji. W pudełku, oprócz samego urządzenia, znajdziemy zestaw ciężarków (odpowiednio 3,5g, 11g i 26g), płytę CD ze sterownikami oraz instrukcję obsługi (kilkanaście języków, w tym polski).


Z instrukcji nauczymy się w jaki sposób podłączyć mysz, zainstalować sterowniki, skonfigurować przyciski i wymieniać ciężarki. Ciekawostką jest także zawarta informacja dotycząca poprawnego jej trzymania – dowiemy się, że należy ją przesuwać opuszkami palców, jednocześnie nie kładąc na niej całej dłoni. Po wyjęciu z opakowania mysz zaskakuje kształtem. Wyróżnia się od wcześniej poznanych konstrukcji innych producentów. Jest szeroka – Creative zdecydował się na zamieszczenie nie dwóch, a trzech dużych przycisków. Szkoda, że właśnie dodatkowy guzik zamiast pomagać częściej przeszkadzał, przypominając o sobie niechcianą akcją, ale to chyba kwestia przyzwyczajenia. Myślę, że po dłuższym czasie użytkowania, uda się przyswoić specyfikę tego układu i w pełni go wykorzystać. Ponadto znajdziemy sprawnie działającą rolkę, podświetlany przycisk do zmiany czułości (niestety działa raczej opornie) oraz dodatkowy guzik z boku urządzenia. Nie możemy również zapomnieć o wymiennych ciężarkach, spisują się one doskonale, a ich przekładanie nie sprawia kłopotów. Niestety jakość wykonania zaczepu budzi pewne zastrzeżenia – jest dość delikatny (w testowanym egzemplarzu błyskawicznie uległ uszkodzeniu). Denerwować może także mały luz, który powoduje telepanie się obciążnika w myszce i wydawanie denerwujących dźwięków. ‘Tysiącdziesiątkę’ wyposażono w sensor optyczny o maksymalnej rozdzielczości 1600dpi. Jest to wartość pozwalająca na wygodne prowadzenie rozgrywki w grach typu FPS czy RTS, a także pracę w niektórych aplikacjach, np. graficznych.

Wadą urządzenia jest kabel. Wykonany został z gumy i jest zbyt twardy. Przeciągany po blacie biurka, z czasem zbiera duże ilości brudu. Szkoda, że producent nie pokusił się o oplecenie go materiałem podobnym do użytego w Logitech G5. Wtyczka USB jest pozłacana, co gwarantuje niezawodność w przesyłaniu danych i trwałość.

Mysz wyposażona jest w teflonowe ślizgacze, które spisują się całkiem nieźle. Urządzenie idealnie porusza się na każdej podkładce, nawet na zwykłej szmaciance. Do testów użyliśmy redakcyjnej podkładki SteelPad QcK mini. Strony: 1 - 2 - 3 - 4 -